Bo szczęście ma oczy niebieskie... I kto powiedział, że jest tylko jedno...

Szukaj

Cytat

Nie mów mi, że niebo jest granicą,
skoro są ślady stóp na księżycu...
H. Coben

O mnie

Moje zdjęcie

Mama cudownej dwójki małych szczęść, przez parę godzin dziennie "pani od świata" czyli nauczycielka w klasach 1-3, z mnóstwem szaleństw i pomysłów w głowie. Na moim blogu dzielę się doświadczeniami z bycia mamą, to miejsce,gdzie spotykają się moje spostrzeżenia, emocje, blaski i cienie związane z macierzyństwem i moją codziennością.

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Archiwum

Popularne posty

Podpatrzone w pociągu...

||

Coś wam opowiem. Historia z przedziału linii PKP Intercity, na trasie Warszawa- Kraków. Podpatrzona czujnym okiem moim własnym.
Wykupiłam miejscówkę w przedziale dla kobiet w ciąży i mam z dziećmi do lat bodajże sześciu. Czekała mnie dwu i pół godzinna podróż. Zazwyczaj czytam, patrzę przez okno, rozmyślam sobie, spać w pociągu nie umiem. Tym razem zupełnie na niczym skupić się nie mogłam, a wszystko z racji osób towarzyszących mi w przedziale. 


Na przeciwko zasiadła babcia i dwóch wnuczków- młodszy lat ok 3, jeszcze bardzo niewyraźnie mówiący. Starszy- lat ok 6,7. Z tego, co się zorientowałam, jechali do Zakopanego na Sylwestra. I właściwie nic w tym dziwnego. Czekałam, aż wyjmą przekąski- bo wiadomo, co dzieci w podróży lubią najbardziej- podjadać ;) Czekałam na przyklejone do pociągowej szyby noski, żeby popatrzeć, może komuś pomachać, przygotowana byłam na wiercenie się, wędrówki, na przekrzykiwanie się z nadmiaru wrażeń, czekałam na samochodziki, książki, kolorowanki, może nawet jakieś klocki, choć to ryzykowna zabawka w pociągu. No i się nie doczekałam... Nie to pokolenie...?

Jako pierwszy odezwał się ten młodszy: "Babu da tableta". I gdzie wszystko inne, jeśli chodzi o jego wymowę, było średnio zrozumiałe, to słowo tablet, zabrzmiało bez zarzutu.
 I oto babcia wyjmuje sprzęt, iPad Apple dla jednego i od razu drugi, dla drugiego wnusia. I zaczyna się. Najpierw wybuchła afera, że młodszemu nie działa kanał You Tube, mimo, że w wagonie powinno działać wi-fi. Babcia dwoiła się i troiła, by mu wytłumaczyć, że gdy już dojadą, w hotelu z pewnością będzie działający internet. W końcu udało się ukoić malca i zajął się grą, strzelaniem do jakichś robaczków. Drugi wnusio, był tak pochłonięty swoją grą, że właściwie jakby go nie było. Na każde zapytanie babci, czy nie chce kanapki, czy nie chce do toalety itp, odpowiadał z taką niewypowiedzianą agresją, z warkotem, no bo przecież, jak ktoś śmie mu przerywać... I tak oto wyglądała ponad dwugodzinna podróż tych maluchów, jedyne poruszenie jakie miało miejsce, to wyjście starszego na 2 minuty do toalety i rozsypanie żelków przez młodszego na podłogę, bo wszak trudno jest utrzymać iPada i torbę żelków naraz, a o jedzeniu przy tym już nie wspomnę. 
A babcia, no coż, miała własnego tableta i święty spokój...
Ale to jeszcze nie koniec historii. Obok mnie, a na przeciwko opisanego wcześniej towarzystwa, siedział mężczyzna, elegancki bardzo, w garniturze. I nie pytajcie mnie, błagam, co on robił w przedziale dla kobiet w ciąży i mam z dziećmi. Taka zagadka. Otóż moim zdaniem, ów człowiek, stanowił wersję tych chłopców za jakieś mniej więcej 30 lat. Absurd goni absurd... Już wyjaśniam skąd przyszło mi do głowy takie skojarzenie.
Był to biznesmen, jeden z tych żartobliwie mówiąc- posmarowanych klejem- laptop przyklejony do kolan a telefon do ucha. I też właściwie nie było by w tym nic dziwnego, ot zapracowany człowiek, mało takich jeździ? Wykształcony, obeznany, co drugie słowo, które wypowiadał zakończone angielską końcówką -ing. Tyle, że gdzieś w tym wszystkim zabrakło kultury, dobrego wychowania, sama nie wiem... Otóż prowadzone przez niego rozmowy telefoniczne na najwyższym poziomie głośności, nie mogły być nie usłyszane... I polegały na podlizywaniu się do szefostwa, kolegi po drugiej stronie aparatu ("współpraca z Tobą, to rewelacja, jesteś tym kimś, kogo szukałem, wiesz, myślimy w tym samym kierunku...") i jednoczesnym, masakrycznym obgadywaniu jakiegoś biednego pracownika, postawionego niżej w hierarchii, którego, nawet jeśli nie bardzo się nadawał do tej branży, było mi po prostu bardzo bardzo szkoda. Usłyszałam, jakim jest fajtłapą, jak sobie nie radzi, że trzeba dać mu do zrozumienia, że jest do niczego... Strasznie przykre... Czy tak to się dzisiaj załatwia?
Gdy wysiadłam z pociągu, wzięłam głęboki oddech. Na szczęście było chłodno i powietrze szybko mnie orzeźwiło. Czy takich ludzi chcemy wokół siebie? Może i obytych w technologiach specjalistów, ale zimnych i zapominających gdzieś w tym pędzie o podstawowych wartościach?

 Jak trzeba uważać, jak dozować dzieciom dostęp do mediów elektronicznych. Wszystko jest dla ludzi, ale nic nie zastąpi rozmowy, ruchu, okazywania uczuć, realnych krajobrazów. To my mamy wychowywać, a nie internet czy bohaterowie gier. Owszem, to nieocenione okno na otaczającą nas rzeczywistość i źródło wiedzy. Jednak najpierw trzeba nauczyć się z niego korzystać i w pierwszej kolejności poznać ten prawdziwy świat i żywe realne osoby wokół siebie. Wszystko to, co jest na wyciągnięcie dłoni i co kształtuje nasze nasze zmysły, wzrok, słuch, dotyk. Nauczmy nasze dzieci patrzeć nam w oczy...

Absolutnie, nie chcę nikogo oceniać. Nie znam tych ludzi, to był jakiś urywek zarówno z mojej jak i z ich codzienności. Kadr, chwila... Może i mogłabym zrozumieć,  że te tablety to był sposób na przetrwanie podróży z dziećmi,  w końcu wiadomo, że to nie prosta sprawa- podróżowanie z maluchami. Jednak dzieci dawały sporo niepokojących sygnałów, że z tym swoim sprzętem raczej rzadko się rozstają. To było dosyć wymowne. A ten mężczyzna, no cóż, jego chyba wcale nie mogłabym zrozumieć, pod żadnym pretekstem. Opisany obrazek natrętnie usadowił się w mojej głowie i myślę, że długo z niej nie wyfrunie. 

Dla jasności, jestem normalną mamą (w miarę ;)). Mamy w domu telewizor, używam telefonu i komputera, w końcu założyłam bloga :). Mam świadomość, że czasem ta bajka animowana (mądra bajka) włączona dziecku, daje chwileczkę wytchnienia. Jest też dużo fajnych, edukacyjnych propozycji dostarczanych przez media. Myślę, że przyjdzie na nie czas i będziemy uczyć się z tych propozycji korzystać. Jednak póki co, uczymy się siebie i świata. Nie mogę znieść pójścia na łatwiznę, jakim jest oddanie dziecka na wychowanie tabletowi czy smartfonowi. A niestety, jak widać, takie przypadki się zdarzają. 

Uważajmy, proszę.


Fotografia pochodzi ze strony www.fronda.pl. Jest ilustracją do artykułu "Tabletowe dzieci- prawie jak autystycy"



12 komentarzy

  1. Tak to prawda i to jest przykre :( Wystarczy cofnąć się o te kilka...naście lat wstecz gdy na dworze było słychać piski i krzyki dzieci, które bawiły się na placach zabaw albo po prostu pod blokiem, które grały w piłkę , skakały na skakance czy jeździły na rowerze a teraz ?? Teraz ich nie ma bo (nie mogę powiedzieć, że wszystkie) ale zdecydowanie większa część zasiada przed komputerem czy tv.
    Wcale nie muszę mówić o obcych ludziach bo wystarczy, że popatrzę na dzieci córki mojej kuzynki i robi mi się przykro..one już od 7 rano oglądają bajki i jedzą śniadanie, jej dzieci mało co mówią (4 i 6 lat!) Ważne by rodzice mieli wolne, ciszę, spokój i nic nierobienie ehh!!
    Czasami zastanawiam sie jak bedzie wyglądał świat za już 10 lat ???Jestem przerażona :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci ze zechciałaś napisać. To smutna prawda, tylko zastanawiam się ilu ludzi ją dostrzega... Moje dzieciństwo to wieczne bieganie po podwórku w towarzystwie koleżanek, to skakanka, guma, zabawa w ganianego, w chowanego i milion różnych innych takich :). Był czas na lekcje i żeby obejrzeć Tik Taka w telewizji. I wszystko było na swoim miejscu. Czasy się zmieniły ale mimo wszystko da się przecież spędzać czas aktywnie.
      Tak wiele zależy od nas- rodziców...

      Usuń
  2. Bardzo dobry tekst. Resztę pozostawię bez komentarza...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci. Temat poważny i ryzykowny, ale cieszę się, że go podjęłam.

      Usuń
  3. u nas na podwórku od kilku lat w lato panuje cisza. NIkt nie hałasuje, nie gra w piłkę. A kiedyś to dzieciaków było pełno...

    OdpowiedzUsuń
  4. Nasze dziecinstwo bylo pelne krzyków, wrzasków a jacy my byliśmy kreatywni zeby tylko miec frajdę :-) czasy sie zmieniły pod tym względem na gorsze niestety :-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak sobie przypomnę kreatywność moją i mojego brata, to się zastanawiam, jak nasza mama z nami wytrzymała. Ale przynajmniej się nie nudzilismy :)

      Usuń
  5. Mi się w głowie nie mieści żeby tak małe dziecko potrafiło sobie na youtube wejść, w ogóle żeby miało taki swobodny dostęp do internetu. Dla mnie to nie jest postęp. Dla mnie to porażka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślimy bardzo podobnie. Ja wyraziłam swoją opinię w tekście. Z pewnością jest to destrukcyjne dla psychiki dziecka. Ono na tym etapie potrzebuje zupełnie innych bodźców.

      Usuń
  6. Takie sytuacje dają do myślenia. Nie mamy tabletu i jest to świadoma decyzja. Można kupić, dać dziecku i mieć spokój. Jednak pójście na łatwiznę jest według mnie najgorszą z możliwości. Owszem są dni kiedy moje dziecię obejrzy trochę więcej telewizji, ale staram się aby nie było to za często. Większość rzeczy robimy razem. Młodej ulubionymi rozrywkami jest rysowanie, czytanie itp. i z tego bardzo się cieszę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najważniejsza jest ta rodzicielska świadomość i wiedza na temat zagrożenia. My też mamy swoje bajki w tv, jednak mamy też mnóstwo innych aktywności i siebie przede wszystkim mamy :) I tak trzymajmy, pozdrawiam Cię :)

      Usuń